Blogowy Peleton Pro-Cycling.org

blogi redaktorów i współpracowników pro-cycling.org

Tajne bronie sprinterów

autor: Piotr Ejsmont, 19.02.2011

W okresie międzywojennym wielką sławę zdobył urodzony w Kopenhadze Duńczyk Willy Falck-Hansen. Był mistrzem i dwukrotnie wicemistrzem olimpijskim. Był też mistrzem świata wśród amatorów jak i zawodowców. Podziwiano go za jego taktykę jazdy. Przepisy zawodów sprinterskich przewidują, że w przypadku defektu roweru we wczesnej fazie pojedynku, wyścig jest przerwany i rozegrany od nowa. Po latach jego konkurent Francuz Beaufrand ujawnił, że Falck Hansen potrafił wykorzystać ten przepis z pomocą swojego wynalazku. Nosił na palcu wspaniały pierścień. Nikt nie wiedział, że w środku tego pierścienia tkwiła nie widoczna igła. Kiedy sytuacja na torze wymykała się spod kontroli Duńczyka, podnosił jedną rękę do góry, sygnalizując defekt, a drugą dłonią przekłuwał za pomocą tej igły swoją oponę. Sędziowie nigdy się w tej sztuczce nie zorientowali.
Znacznie większą sławę zyskał po II wojnie wspaniały włoski sprinter Antonio Maspes. Był on przykładem perfekcji w taktyce jazdy. On w przeciwieństwie do Duńczyka nie wspomagał się pierścieniem z igłą, ale rękawiczkami z lustrzanymi guzikami. W tych guzikach, jak w samochodowym lusterku , podglądał sobie zachowanie się jego przeciwników jadących za jego plecami. Kiedyś podejrzliwy sędzia zatrzymał go i zrobił mu prawie osobistą rewizję w poszukiwaniu nadajnika radiowego, poprzez który ktoś z trybuny mógł nadawać do kolarza komunikaty o ruchach przeciwników. Sędzia nie mógł uwierzyć w nadprzyrodzone zdolności Maspesa. Nie znalazł nic, bo w latach 50-tych nie było jeszcze w powszechnym użyciu mikroprocesorów, ani malutkich słuchawek. Maspes ochronił swoją tajemnicę do końca kariery.

komentarze (0)

Chytry dentysta-dżentelmen

autor: Piotr Ejsmont, 09.02.2011

Na początku lat siedemdziesiątych w Anglii ścigał się doskonały średniodystansowiec John Hallam .Anglicy zawsze mieli w tej specjalności dobrych zawodników. Hallam jako amator brał udział w 1968 roku w Olimpiadzie w Meksyku, ale jeszcze bez większych sukcesów. W 1970 roku na mistrzostwach świata w Leicester ,w wyścigu indywidualnym na dochodzenie zajął drugie miejsce, ulegając Szwajcarowi Kurmannowi. W wyścigu drużynowym doprowadził swój zespól do 6.miejsca.Rok później nie dostał się do ćwierćfinałów, a razem z drużyną był ósmy. Podobnie było w 1972 roku na Olimpiadzie w Monachium. Wprawdzie wykręcił indywidualnie tylko 10.czas, to drużynowo zdobył wraz z kolegami brązowy medal po wygranej z zespołem polskim. Na kolejnych mistrzostwach świata był ósmy indywidualnie i drugi drużynowo. Ten drugi wyścig przeszedł do historii jako przykład przestrzegania zasad gry fair play. W finale Anglicy zmierzyli się z reprezentacją RFN . Przy wjeździe na ostatnie okrążenie Niemcy mieli przewagę dwu sekund nad Anglikami. Nagle , na 200 m przed linią mety jeden z organizatorów, któremu pomyliły się okrążenia , myśląc, że wyścig już się zakończył. wkroczył nieostrożnie na tor, wprost na pędzący w tempie 60 km/godz niemiecki kwartet. Skończyło się to tragicznie. Rowery fruwały w powietrzu, a kolarze szlifowali betonowy tor Anoeta w San Sebastian. Prowadzący Hans Lutz nie miał szans ,by uniknąć wypadku. On oraz pozbawiony przytomności Gunther Schumacher zostali natychmiast przewiezieni do szpitala .W międzyczasie Anglicy przejechali linię mety po przeciwnej stronie toru . W powstałym chaosie spiker zawodów zakomunikował, że mistrzami świata zgodnie z decyzją sędziowską zostali Anglicy. Rozległy się gwizdy publiczności .Trenerzy Killian i Rudi Altig pobiegli z pretensjami do komisji sędziowskiej, ale decydujące zdanie mieli Anglicy . Michael Bennet, Richard Evans, Ian Hallam oraz William Moore, jak przystało na prawdziwych dżentelmenów brytyjskich sami zgłosili się u sędziów i oświadczyli :
- My nie jesteśmy zwycięzcami. My jesteśmy wicemistrzami!- pod wpływem tego sędziowie zmienili swoją decyzję i przyznali tytuł mistrzowski Niemcom, pomimo że formalnie żaden z nich nie przekroczył linii mety. Tylko Peter Vonhof i Gunter Haritz mogli bezpośrednio na torze odebrać złote medale. Lutz i Schumacher kiedy odzyskali w szpitalu przytomność ,zobaczyli, że na ich piersiach spoczywają tęczowe koszulki mistrzów świata. Niemieccy dziennikarze przyznali nagrodę fair play dla szlachetnych Anglików. Nic dziwnego, że szlachetny Hallam był uwielbiany przez swoich rodaków nie tylko za sprawą swoich sukcesów sportowych, ale także za postawę godną dżentelmena brytyjskiego.
Jeszcze raz startował w Olimpiadzie, a na mistrzostwach świata z drużyną zdobył brązowy medal. W 1977 roku został przyjęty przez Jego Wysokość Królową Elżbietę ,z której rąk otrzymał medal Członka Brytyjskiego Imperium. Rok później Hallam w wieku 30 lat postanowił przejść na zawodowstwo, chociaż posiadał i praktykował zawód chyba bardziej lukratywny. Leczył i wyrywał zęby, bo był dentystą. Jego pierwszym zespołem był ”KP Crips” , producent ciastek biszkoptowych do herbaty . Na koniec kariery Hallam chciał jeszcze tylko wystąpić w mistrzostwach świata, które w 1982 roku rozgrywane były w Anglii. Pod koniec 1981 roku brał udział w jakimś podrzędnym kryterium w Delyn. Na finiszu walczył z aktualnym szosowym mistrzem kraju Billi Nicksonem. Walka była zacięta. Sędziowie przyznali zwycięstwo Nicksonowi. Nasz dentysta wkurzył się bardzo. Złożył protest, ale sędziowie podtrzymali swój werdykt. Hallam tak już był tym wszystkim poirytowany, że nie czekał na ceremonię zwycięzców, zrezygnował z odebrania nagrody za drugie miejsce w wysokości około 1500 franków francuskich i ze złością odjechał do domu. Organizatorzy potraktowali to jako co najmniej brak taktu. W rejonie, gdzie odbył się wyścig, było wtedy stosunkowo duże bezrobocie i taka suma pieniędzy była czymś znaczącym. Wzgardzenie nagrodą potraktowano jako zniewagę. Zawodowa unia kolarska , by nauczyć dżentelmena Hallama dobrych zasad, wymierzyła mu karę finansową w wysokości aż 5000 franków, czyli w kwocie kilka razy większej. Na dodatek KP Crips zniechęcony brakiem wyników swoich kolarzy ,wykorzystał tę aferę do tego, by ogłosić, że zamyka swoją drużynę. Obrażeni poczuli się także inni kolarze brytyjscy i oświadczyli, że nie będą się razem z nim ścigać. Z pomocą przyszli mu kibice, którzy pamiętali, ze Hallam jakby nie było aż 23 razy był mistrzem kraju.Za pośrednictwem miesięcznika „ Cycling” ogłosili zbiórkę na pokrycie kary zawodnika. Zbiórka odbyła się, ale nagle została zakończona na wiadomość, że Hallama było stać na to, żeby razem z żoną pojechać w podróż poślubną na Antyle. W końcu był przecież dentystą.

komentarze (0)

Płacz i emocje kobiet

autor: Piotr Ejsmont, 23.01.2011

W latach 70-tych ścigał się Francuz Michel Perin .Był skromnym pomocnikiem, a jego największym fanem była żona. Kilka razy we fioletowej koszulce zespołu „Mercier” brał udział w Tour de France. Kiedy wyścig przejeżdżał przez Pireneje, udała się tam żona Perina. Było gorąco, więc ustawiła się na początku jednego z większych podjazdów. Założyła sobie na głowę przeciwsłoneczny kapelusz ze wstążkami i z trzema wypełnionymi bidonami w rękach czekała na swojego męża. Niestety ten spóźniał się. Dlatego pierwszy bidon podarowała Zoetemelkowi, liderowi zespołu.” Jeśli Michel mu na co dzień pomaga, to ja też mogę”- powiedziała sobie. Drugi bidon powędrował w ręce kolegi z zespołu Sezneca. Pozostał ostatni, trzeci. I wtedy na szosie pojawił się jadący zygzakami ,słabnący Hiszpan z cierpieniem w oczach. Kiedy zobaczył ją z bidonem w ręku ,zaskomlał :
- Pić, pić. Litości !
Cóż mogła zrobić. Wspomogła biedaka w potrzebie. Ale co zostało dla męża? Nic, kompletnie nic. Patrzyła na swoje puste ręce ,zalała się łzami i tak becząc, stała przy szosie. Nadjechał Perin. Zdumiony szlochem małżonki zatrzymał się. Objął ją, a kiedy dowiedział się o przyczynę jej łez, pocieszył ją :
- Nic się nie stało. Nic takiego.
Dopiero kiedy wreszcie przestała szlochać, wsiadł na rower i pojechał dalej.
W 2009 roku mistrzostwa świata rozegrano w Mendrisio. Wygrał je Cadel Evans, który mieszka niedaleko w Stabio. Kiedy wyścig zakończył się, zrobił się jak zawsze w takich przypadkach wielki chaos. Jacyś włoscy kibice zauważyli szczupłą blondynkę, z okularami przeciwsłonecznymi na głowie, która zanosiła się płaczem. Stała bezradnie przed szwajcarskimi porządkowymi, którzy nie chcieli ją przepuścić do zamkniętej strefy, przeznaczonej dla dekoracji zwycięzców. Kibice zapytali się blondynki o przyczyny jej płaczu. Okazało się, że jest to żona Cadela Chiara, nauczycielka muzyki. Płakała nie ze szczęścia, tylko z niemocy , nie mogąc przedrzeć się do Cadela przez barierki, której strzegli dwaj służbiści. Nie pomogły prośby i krzyki zgromadzonych ludzi, którzy zorientowali się w sytuacji. Szwajcarscy strażnicy pozostali głusi na łzy żony mistrza świata.
Bardziej przewidująca był Gienia, żona Jeana Stablińskiego. W 1962 roku podczas mistrzostw świata rozgrywanych we włoskim Salo zajęła miejsce na trybunach. Nie musiała walczyć z porządkowymi jak Chiara. Kiedy zobaczyła, że to właśnie jej Jean zmierza samotnie do mety i za chwilę zostanie mistrzem świata, nie wytrzymała z emocji i zemdlała.
Dziewięć lat później ,znowu w Mendrisio, podczas mistrzostw świata żona Merckxa Claudine też była na trybunach, kiedy do mety dojechali Gimondi i Merckx. Claudine dostała takich boleści brzucha, że z emocji odwróciła głowę i zamknęła oczy. Nie chciała oglądać finiszu, bo była bliska omdlenia. Po krzyku kibiców belgijskich zorientowała się, że wygrał Eddy.

komentarze (0)

Ostatnie wpisy:


Warning: mysqli::mysqli() [mysqli.mysqli]: (42000/1203): User procycling_str already has more than 'max_user_connections' active connections in /home/procycling/domains/pro-cycling.org/public_html/blog/baza.php on line 12

Warning: mysqli::query() [mysqli.query]: Couldn't fetch mysqli in /home/procycling/domains/pro-cycling.org/public_html/blog/wpis.php on line 12

Fatal error: Call to a member function fetch_array() on a non-object in /home/procycling/domains/pro-cycling.org/public_html/blog/wpis.php on line 13